WYKŁAD

WYKŁAD: STUDIUM APLIKACJI I TECHNOLOGII IT

WYKŁAD: STUDIUM APLIKACJI I TECHNOLOGII IT

1.) Informacja i jej znaczenie we współczesnym świecie.

Co na tym świecie jest najdroższe i najcenniejsze?

Wielu na pewno wymieniło by złoto , diamenty skarbce pełne pieniędzy

Inni mogli by powiedzieć że w życiu najdroższa i najcenniejsza jest  miłości , bliscy , macierzyństwo lub inne najważniejsze czy najcenniejsze rzeczy na świecie i tym na pewno przyznałbym rację. Jest w tym wszystkim jedna metoda i rzecz  , która tym wszystkim rządzi jest to zwykła przekazana zazwyczaj mowa , tekstem ,gestem, obrazem informacja. Wraz z postępem i rozwojem cywilizacji ludzkość szukała coraz doskonalszych metod przekazywania, gromadzenia i przetwarzania informacji między sobą. Przez setki lat najbardziej powszechnym sposobem publikacji i dostępu do wiedzy było pismo drukowane. Cała wiedza ludzkości została spisana i zamknięta w tekturowych pudełkach a największą skarbnicą wiedzy o człowieku stała się biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych. W XIX wieku Graham Bell wynalazł telefon i człowiek w końcu mógł przekazywać informacje głosową na odległość co zmieniło nasz świat na zawsze. 

  • O wynalazku Aleksandra Grahama Bella
 
Graham Bell rozmawia przez telefon, foto: wikipediadomena publiczna
Graham Bell rozmawia przez telefon

3 czerwca 1880 Aleksander Graham Bell przeprowadził pierwszą bezprzewodową transmisję telefoniczną.

1937 - Alan Turing (1912-1954) rozwija teorię maszyny
uniwersalnej (wykonującej algorytmy)

Podczas II wojny światowej w wyniku mobilizacji ludzkości następuje gwałtowny rozwój takich dziedzin nauki jak fizyka i matematyka, powstały wtedy nowe gałęzie przemysłu takie jak elektronika,  narodziny tranzystora podstawowego elementu każdego  używanego dziś procesora, doprowadziły do powstania  w 1943 r.  w USA Pierwszego Komputera Lampowego na świecie o nazwie ENIACa  wymyślonego przez- John Mauchly i J. Presper Eckert z Uniwersytetu w Pensylwanii

Koncepcja Internetu

Pierwszy krok do współczesnego świata transmisji danych a właściwie jej początek następuje w w 1962 roku gdy Paul Baran, opublikował  pracę na temat wytrzymałych, rozproszonych (nie gwiaździstych) sieci cyfrowych transmisji danych, tekstowych i głosowych zdolnych przetrwać przewidywaną wówczas III wojnę światową, wykonanym na zlecenie Amerykańskich Sił Zbrojnych[2].

ARPANET

Historia Internetu zaczyna się 29 października 1969 roku, kiedy to w Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA), a wkrótce potem w trzech następnych uniwersytetach zainstalowano w ramach eksperymentu finansowanego przez ARPA (Advanced Research Project Agency), zajmującą się koordynowaniem badań naukowych na potrzeby wojska, pierwsze węzły sieci ARPANET – bezpośredniego przodka dzisiejszego Internetu. Eksperyment miał zbadać możliwość zbudowania sieci komputerowej bez wyróżnionego punktu centralnego, która mogłaby funkcjonować nawet pomimo uszkodzenia pewnej jej części. Wszystkie istniejące do tej pory sieci zarządzane były przez jeden główny komputer, którego awaria pozbawiała możliwości pracy całą sieć. Sieć taka nie nadawała się do dowodzenia armią podczas wojny, gdyż główny węzeł sieci byłby pierwszym celem ataku przeciwnika. Postanowiono więc wypróbować zaproponowaną kilka lat wcześniej przez Paula Barana, pracownika RAND Corporation, koncepcję sieci rozproszonej.

W ciągu dwóch następnych lat sieć była rozbudowywana, w pracach nad nią brała udział coraz większa liczba naukowców z różnych ośrodków. Trzeba było opracować konkretne aplikacje, umożliwiające wykorzystanie możliwości komunikacyjnych dawanych przez sieć; jednym z pierwszych zastosowań było zdalne wykonywanie obliczeń na komputerach dużej mocy znajdujących się w innych ośrodkach.

TCP/IP i DNS

TCP/IP odnosi się do nazwy dwóch protokołów: Transmission Control Protocol i Internet Protocol. TCP to protokół kontroli transmisji, według którego dane przesyłane w Internecie rozbijane są u nadawcy na tzw. pakiety i z powrotem składane w jedną całość u odbiorcy. IP to protokół definiujący sposób adresowania. Dowolne dwa komputery używające TCP/IP mogą być połączone ze sobą. Jeżeli w części sieci wystąpi usterka, informacja ominie ten fragment i inną drogą trafi do celu. Protokół TCP jest formalnie niezależny od IP – to znaczy można go stosować z innym niż IP systemem identyfikacji komputerów.

Sieć ARPANET stosowała pierwotnie kilka różnych sposobów identyfikowania komputerów i dopiero prace Jona Postela, na początku lat 80. XX w. doprowadziły do ich unifikacji w postaci obecnie znanej. Jon Postel stworzył też w latach 1982-1983 drugi podstawowy filar Internetu: system DNS, który wiąże numery IP komputerów z hierarchicznie budowanymi nazwami domen internetowych.

W roku 1983 protokoły TCP/IP przyjęte zostały jako Standardy Wojskowe. W tym też czasie do powszechnego użycia wszedł termin Internet. W roku 1989, gdy porzucono projekt ARPANET, Internet przejęły uniwersytety i organizacje naukowe. Również osoby prywatne i instytucje komercyjne zaczęły dostrzegać korzyści płynące z wykorzystania Internetu. Zakaz używania go do celów komercyjnych wydany przez National Science Foundation uniemożliwiał jego rozwój w tym kierunku. Cofnięcie tego zakazu w 1991 roku udostępniło Internet szerszemu gronu użytkowników. Od tego czasu można go również używać do celów czysto komercyjnych takich jak reklama, czy sprzedaż.

World Wide Web

W marcu 1989 roku Tim Berners-Lee oraz Robert Cailliau złożyli do CERN-u projekt stworzenia sieci dokumentów hipertekstowych, o nazwie World Wide Web. Miał to być zbiór dokumentów hipertekstowych, który miał ułatwić pracę w CERN-ie. W grudniu 1990 roku Tim Berners-Lee stworzył podstawy HTML i pierwszą stronę internetową. Dwa lata później została napisana pierwsza graficzna przeglądarka WWW o nazwie Mosaic. W 1994 roku współtwórca przeglądarki Mosaic – Marc Andreessen z University of Illinois założył w Kalifornii firmę Netscape Communications. Wkrótce po ukazaniu się na rynku komercyjnej wersji przeglądarki, firma Netscape wydała zaawansowany Netscape Commerce S.

Oprócz standardowego udostępniania stron WWW innym użytkownikom, dawał on możliwość przesyłania danych bezpiecznym połączeniem szyfrowanym. Mogły więc być przesyłane poufne dane, gdyż mogły one być odczytane tylko przez adresowanego odbiorcę. Pozwoliło to stworzyć nowe zastosowania Internetu, który zaczął się bardzo gwałtownie rozwijać.

Dzisiejsi użytkownicy Internetu to wielomiliardowa społeczność, która ciągle się powiększa. Coraz częściej informacje drukowane odsyłają odbiorcę do informacji publikowanych w Internecie.

2.) Historia wspołczesnego internetu

3  )Test Turinga - test pozwalający określić czy maszyna posiadła zdolność myślenia. Wygląda on następująco: prawdziwy człowiek może zadawać dowolne pytania dwóm obiektom, znajdującym się w osobnych pomieszczeniach. Jeden z nich jest człowiekiem, zaś drugi maszyną (np. komputerem). Człowiek zadający pytania musi określić który jest który. Odpowiedzi są w formie tekstu pisanego czcionką komputerową, po to aby nie było wskazówek ze strony głosu. Co więcej, badane obiekty nie są zobligowane do mówienia prawdy, dzięki czemu komputer może udawać człowieka. Jeśli człowiek zadający pytanie nie jest w stanie określić różnicy pomiędzy człowiekiem a maszyną, wtedy rozsądne jest pytanie "Czy maszyna potrafi myśleć?". 

Test ten stworzony przez Alan Turinga, po raz pierwszy został opublikowany w 1950 roku.

Alan Turing

Wyszukiwarka Google wystartowała oficjalnie 12 lat temu. Cofnijmy się jednak jeszcze bardziej w czasie, aż do roku 1973. Wtedy to na dwóch różnych krańcach globu urodzili się przyszli współzałożyciele Google - Larry Page i Siergiej Brin.

Larry Page był typowym przedstawicielem amerykańskiej elity. Pochodził z żydowskiej rodziny w Michigan. Jego rodzice wykładali na lokalnej uczelni. W znacznie gorszym położeniu znajdowała się rodzina Brina.

Larry Page, właśc. Lawrence E. Page – amerykański programista pochodzenia żydowskiego. Współtwórca najpopularniejszej obecnie wyszukiwarki internetowej, Google. Od września 1998 roku nieprzerwanie jest członkiem zarządu Google I

 

 

 

Siergiej urodził się w Moskwie. Jego rodzice byli świetnie wykształceni. Przyszły współwłaściciel Google'a przybył do Stanów Zjednoczonych w wieku sześciu lat. Larry i Siergiej poznali się na Uniwersytecie Stanforda.

 

 

 

Na początku nie polubili się. Potem jednak panowie znaleźli wspólny język i razem stworzyli koncepcję wyszukiwarki internetowej.

Studencki projekt, w ramach którego testowano nowe algorytmy, szybko rozrósł się i zaczął sprawiać problemy administratorom Stanforda. Page i Brin wynajęli więc słynny dziś garaż w kalifornijskiej miejscowości Menlo Park. Wsparł ich współzałożyciel Sun Microsystems Andy Bechtolsheim. Łącznie inwestorzy wyłożyli 1,1 miliona dolarów. Problem polegał na tym, że firma Google jeszcze nie istniała. Założono ją dopiero w 1998 roku.

Nazwa spółki wzięła się od słowa googol, które oznacza bardzo dużą liczbę: 10 do setnej potęgi, czyli jedynkę z setką zer. Wyszukiwarka opierała się na rewolucyjnym mechanizmie indeksowania serwisów. W przeciwieństwie do innych dominujących wówczas wyszukiwarek (np. Altavisty), Google odrzucało liczbę słów kluczowych jako najważniejsze kryterium decydujące o pozycji witryny w wynikach. Większy nacisk położono na liczbę odnośników prowadzących do strony, przyznając jej ocenę, tzw. PageRank.

Od początku charakterystyczną cechą Google była prostota. Interfejs okrojono do minimum, zrezygnowano z inwazyjnych reklam. W 1999 Google przeprowadziło się do Palo Alto.

Szybki rozwój zmusił jednak firmę do wynajęcia dużego kompleksu biurowego w Mountain View. Korporacja ma tam do dziś swoją główną siedzibę. Jest ona znana jako Googleplex i traktowana jako jedna ze światowych stolic branży internetowej.

 

Google nie miało większych problemów ze znalezieniem kolejnych inwestorów. W 1999 roku pozyskało 25 milionów dolarów. Na giełdę spółka weszła jednak dopiero w 2004 roku. Przyczyną tego opóźnienia było w dużej mierze pękniecie internetowej bańki giełdowej na przełomie wieków.

Epoka Web 2.0

Googleplex, główna siedziba Google, z lotu ptaka. Dachy budynków i miejsc parkingowych pokryte są panelami słonecznymi, zasilającymi cały kompleks.

Googleplex, główna siedziba Google, z lotu ptaka. Dachy budynków i miejsc parkingowych pokryte są panelami słonecznymi, zasilającymi cały kompleks.

Kluczem do sukcesu Google była oczywiście innowacja. Nikt wcześniej nie zaproponował rozwiązania tak prostego i jednocześnie tak skutecznego. Drugim ważnym czynnikiem był model biznesowy polegający na publikowaniu prostych reklam tekstowych w wynikach wyszukiwania i na stronach WWW. Dziś Google zarabia na nich ponad 22 miliardy dolarów rocznie.

To wystarczająco dużo pieniędzy, aby móc pozwolić sobie na eksperymenty. Najbardziej udanym z nich był uruchomiony w 2004 roku Gmail, który zamieszał na rynku darmowych kont e-mail. Gmail był rewolucyjny, bo zapewniał aż gigabajt miejsca na e-maile (darmowa konkurencja oferowała w tym czasie po kilka lub kilkanaście megabajtów). Wprowadził nowy sposób wyświetlania wiadomości, grupując je w wątki, przez co skrzynka odbiorcza zaczęła przypominać forum dyskusyjne.

Warto pamiętać o tym, że nie wszystkie oferowane dziś przez korporację produkty zostały opracowane w siedzibie Google w Mountain View. Wiele z nich Google kupiło. W ten sposób narodziły się takie usługi jak Google Earth, Picasa, Blogger czy Dokumenty Google. Największą inwestycją spółki było wyłożenie w 2006 roku 1,65 miliarda dolarów na zakup popularnego serwisu YouTube. Większość przejęć okazała się być strzałem w dziesiątkę. Problemem pozostał zakup YouTube. Serwis wciąż nie przynosi zysków. Niedawno zaczął publikować płatne klipy wideo.

Zjawisko bańki giełdowej jest znane od stuleci. Pierwsze tego typu wydarzenie miało miejsce w siedemnastowiecznej Holandii, kiedy to ceny cebulek tulipanów urosły do gargantuicznych wielkości. Potem pękały bańki związane m.in z kompaniami handlowymi i kolejowymi. Na przełomie XX i XXI wieku eksplodowała tzw. Dotcom Bubble (ang. bańka internetowa),która zdewastowała młodziutki rynek start-upów internetowych - i to właśnie jej przyjrzymy się dzisiaj.

Bańka giełdowa i bańka internetowa

Bańka internetowa jest pompowana głownie przez nadmierny entuzjazm oraz nieuczciwe działania spekulacyjne. Ceny akcji podmiotów z danego obszary gospodarki gwałtownie rosną, niesione optymistycznymi prognozami na temat ich przyszłości. Na giełdę wchodzą spółki z katastroficznie zawyżonymi wycenami. Spekulanci dolewają oliwy do ognia, przez co indeksy pną się w górę jak szalone. Otrzeźwienie przychodzi w momencie, gdy okazuje się, że “pompowane” firmy wcale nie są warte tyle, co zakładano. Wyniki finansowe za kolejne kwartały pozostawiają wiele do życzenia, na dodatek na jaw wychodzą zawyżane prognozy spółek. Inwestorzy dostrzegają swój błąd i zaczynają gwałtownie wycofywać swoje kapitały, co w ujęciu makro staje się masową paniką. Indeksy giełdowe spadają na łeb, na szyję, przeceniane firmy upadają, tysiące ludzi ląduje na bruku.

Amerykańska bańka internetowa

I tak właśnie było w USA na przełomie wieków. Mocną pozycję na rynku wyrobiły sobie firmy od sprzętu i oprogramowania - m.in Microsoft, Oracle oraz IBM. Upowszechnianie się dostępu do Internetu i stworzenie funkcjonalnych przeglądarek sprawiło, że małe biznesy online powstawały jak grzyby po deszczu, licząc na sukces taki, jaki odnieśli starzy wyjadacze w branży IT. Firmy zakładano masowo, często nieposiadając kapitału ani nawet sensownego biznesplanu. Większość opracowań opierała się ślepej wierze w świetlaną przyszłość internetowej ekonomii. Kolejne dot-comy wchodziły na giełdę po krótkim czasie funkcjonowania, a inwestorzy opierali się na ich prognozach finansowych, nie czekając na realne wyniki. Wśród przedsiębiorców panowało złudzenie, że Internet jest niewyczerpaną żyłą złota i wystarczy ciekawy pomysł i dobre chęci, by zarobić góry pieniędzy. Wszystko działo się zbyt nagle i za szybko - ogłaszano nadejście nowej gospodarki, której podstawą jest globalna sieć WWW. Jak się okazało, stało się to za wcześnie.

Nowo powstające firmy online kierowały się filozofią szybkiego wzrostu. Większość ich wydatków szło na inwestycje i próby poszerzenia oferty, co skutkowało notowany co kwartał stratami. To były niezwykle ryzykanckie działania, gdyż nikt nie miał pewności, czy interes rzeczywiście odniesie sukces i nakłady się zwrócą. Jak się okazało później, dot-comy w większości przypadku przeinwestowywały, gdyż optymistyczne prognozy na temat rynku internetowego w ogóle się nie sprawdziły.

Konsekwencje były przerażające. Indeks NASDAQ - amerykańskiej giełdy nowych technologii - zaczął dramatycznie pikować w dół. Setki przedsiębiorstw upadło, w tym te, które jeszcze parę miesięcy wcześniej były wyceniane na całe miliardy dolarów. Na pęknięciu bańki ucierpieli także starsi potentaci, tacy jak Cisco i Microsoft, jednak dzięki stabilniejszym podstawom finansowym i większych aktywach udało im się przetrwać. Upadły takie serwisy, jak Pets.com, Boo.com czy AG Tools. Sumaryczna strata w latach 2000-2002 wyniosła 5 bilionów dolarów.

Współczesna bańka internetowa

Mawia się, że historia lubi się powtarzać. To, że bańka internetowa pękła raz, nie oznacza, że nie stanie się to ponownie. Wszakże ich eksplozje zdarzają się przynajmniej kilkaktrotnie w jednym stuleciu. Kiedy na giełdę wszedł Facebook - wyceniany na 100 miliardów dolarów - pojawiły się głosy, że być może obserwujemy, jak rodzi się kolejna wielka bańka internetowa. Niepokój trzeźwo myślących był podsycany przede wszystkim kiepskimi wynikami finansowymi wchodzących na NASDAQ firm - Facebook notował niewielki zysk przy swojej wartości, Twitter i Pandora (internetowe radio) przynosiły straty. Entuzjazm inwestorów osiągnął podobną skalę, co ponad dekadę temu, dlatego obawy były uzasadnione.

Przyjrzyjmy się temu, jak radzą sobie obecnie omawiane firmy. Facebook zalicza stabilny wzrost - obecnie za jego akcję trzeba zapłacić 54 dolary, o 16 więcej niż pierwszego dnia. Pandora - o dziwo - zwiększyła swą wartość o 100 procent. Twitter urósł prawie trzykrotnie - z 26 do 61 dolarów za udział. Jedynie Zynga, która robi aplikacje rozrywkowe na Facebooka, ostro traci. Trudno się dziwić - fundamenty tego biznesu są bardzo kruche, opierają się głównie na popularności portalu Zuckerberga. Kiedy Facebook upadnie albo ludzie znudzą się prostymi gierkami przeglądarkowymi, Zynga po prostu zbankrutuje.

Jak widać, obserwowane są ciągłe wzrosty, często nawet gwałtowne, jak w przypadku Twittera. Popatrzeć trzeba zatem na wyniki finansowe notowanych firm. Wspomniany Twitter w 2013 stracił 133 miliony dolarów (dane za trzeci kwartał). Facebook po 9 miesiącach ubiegłego roku zanotował zysk w wysokości 977 milionów dolarów - dość mały jak na wartą mniej więcej 150 miliardów firmę. Zynga po trzech kwartałach straciła 60 tysięcy dolarów. Pandora zarobiła na czysto marne 2,1 miliona. Teraz zestawmy te niezbyt optymistyczne dane z sytuacją wymienionych biznesów na giełdzie - nie wygląda to dobrze.

Bańka internetowa - pęknie czy nie pęknie?

Podsumowując, to, że kolejna bańka internetowa pęknie, jest całkiem realne. Inwestorzy znów popłynęli na entuzjazmie wobec nowych technologii, kompletnie ignorując rzeczywistą wartość firm z tej branży. Ponadto panuje dziwne przeświadczenie, że potężne obecnie portale internetowe będą rozdawać karty na rynku już zawsze - a przecież rynek IT rządzi się zupełnie innymi prawami niż inne rynki. Co innego wyceniać kompanię naftową, na której produkty będzie stabilne zapotrzebowanie przez następne lata, a co innego szacować wartość firmy robiącej gierki na Facebooka. Granie w FarmVille może się znudzić - benzyna będzie konieczna ludzkości jeszcze przez najbliższe dekady. Biznesy technologiczne często ignorują potrzebne inwestowania w środki trwałe, stawiając wszystko na jedną kartę. Jeśli koncern naftowy wpadnie w tarapaty finansowe, odsprzeda część swoich pól roponośnych i urządzeń. A co sprzeda radio internetowe?

Prowadzone od listopada 2007 roku postępowanie miało odpowiedzieć na pytanie, czy przejęcie firmy DoubleClick przez Google nie spowoduje znaczącego zmniejszenia konkurencji na wspólnym rynku Unii Europejskiej. Istniały bowiem obawy, że bardzo silna pozycja Google na rynku reklamy online zostanie jeszcze bardziej wzmocniona.

Komisja doszła jednak do wniosku, że obie firmy działają w dwóch różnych segmentach rynku reklamy internetowej. O ile Google zajmuje się dostarczaniem użytkownikom wyników wyszukiwania i prezentowaniem reklam na stronach z nimi, o tyle DoubleClick skupia się na zarządzaniu reklamami na stronach własnych firm, dostarczaniem raportów i innych narzędzi niezbędnych do efektywnego promowania się w internecie.

KE podkreśliła, że nie można uznać obu firm za bezpośrednich konkurentów, nie ma więc niebezpieczeństwa, że przejęcie DoubleClick przez Google doprowadzi do niekorzystnych zmian na europejskim rynku reklamy online.

Na rynku działać dalej będą inne firmy zajmujące się reklamą, których obecność powinna skutecznie - w opinii Komisji - zagwarantować efektywną konkurencję, a więc i najniższe ceny. W tym kontekście w komunikacie znalazły się Microsoft, Yahoo! oraz AOL.

Google zapłaci za przejęcie DoubleClick 3,1 miliardów dolarów.

 

1.) Informacja i jej znaczenie we współczesnym świecie.

Co na tym świecie jest najdroższe i najcenniejsze?

Wielu na pewno wymieniło by złoto , diamenty skarbce pełne pieniędzy

Inni mogli by powiedzieć że w życiu najdroższa i najcenniejsza jest  miłości , bliscy , macierzyństwo lub inne najważniejsze czy najcenniejsze rzeczy na świecie i tym na pewno przyznałbym rację. Jest w tym wszystkim jedna metoda i rzecz  , która tym wszystkim rządzi jest to zwykła przekazana zazwyczaj mowa , tekstem ,gestem, obrazem informacja. Wraz z postępem i rozwojem cywilizacji ludzkość szukała coraz doskonalszych metod przekazywania, gromadzenia i przetwarzania informacji między sobą. Przez setki lat najbardziej powszechnym sposobem publikacji i dostępu do wiedzy było pismo drukowane. Cała wiedza ludzkości została spisana i zamknięta w tekturowych pudełkach a największą skarbnicą wiedzy o człowieku stała się biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych. W XIX wieku Graham Bell wynalazł telefon i człowiek w końcu mógł przekazywać informacje głosową na odległość co zmieniło nasz świat na zawsze. 

  • O wynalazku Aleksandra Grahama Bella
 
Graham Bell rozmawia przez telefon, foto: wikipediadomena publiczna
Graham Bell rozmawia przez telefon

3 czerwca 1880 Aleksander Graham Bell przeprowadził pierwszą bezprzewodową transmisję telefoniczną.

1937 - Alan Turing (1912-1954) rozwija teorię maszyny
uniwersalnej (wykonującej algorytmy)

Podczas II wojny światowej w wyniku mobilizacji ludzkości następuje gwałtowny rozwój takich dziedzin nauki jak fizyka i matematyka, powstały wtedy nowe gałęzie przemysłu takie jak elektronika,  narodziny tranzystora podstawowego elementu każdego  używanego dziś procesora, doprowadziły do powstania  w 1943 r.  w USA Pierwszego Komputera Lampowego na świecie o nazwie ENIACa  wymyślonego przez- John Mauchly i J. Presper Eckert z Uniwersytetu w Pensylwanii

Koncepcja Internetu

Pierwszy krok do współczesnego świata transmisji danych a właściwie jej początek następuje w w 1962 roku gdy Paul Baran, opublikował  pracę na temat wytrzymałych, rozproszonych (nie gwiaździstych) sieci cyfrowych transmisji danych, tekstowych i głosowych zdolnych przetrwać przewidywaną wówczas III wojnę światową, wykonanym na zlecenie Amerykańskich Sił Zbrojnych[2].

ARPANET

Historia Internetu zaczyna się 29 października 1969 roku, kiedy to w Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA), a wkrótce potem w trzech następnych uniwersytetach zainstalowano w ramach eksperymentu finansowanego przez ARPA (Advanced Research Project Agency), zajmującą się koordynowaniem badań naukowych na potrzeby wojska, pierwsze węzły sieci ARPANET – bezpośredniego przodka dzisiejszego Internetu. Eksperyment miał zbadać możliwość zbudowania sieci komputerowej bez wyróżnionego punktu centralnego, która mogłaby funkcjonować nawet pomimo uszkodzenia pewnej jej części. Wszystkie istniejące do tej pory sieci zarządzane były przez jeden główny komputer, którego awaria pozbawiała możliwości pracy całą sieć. Sieć taka nie nadawała się do dowodzenia armią podczas wojny, gdyż główny węzeł sieci byłby pierwszym celem ataku przeciwnika. Postanowiono więc wypróbować zaproponowaną kilka lat wcześniej przez Paula Barana, pracownika RAND Corporation, koncepcję sieci rozproszonej.

W ciągu dwóch następnych lat sieć była rozbudowywana, w pracach nad nią brała udział coraz większa liczba naukowców z różnych ośrodków. Trzeba było opracować konkretne aplikacje, umożliwiające wykorzystanie możliwości komunikacyjnych dawanych przez sieć; jednym z pierwszych zastosowań było zdalne wykonywanie obliczeń na komputerach dużej mocy znajdujących się w innych ośrodkach.

TCP/IP i DNS

TCP/IP odnosi się do nazwy dwóch protokołów: Transmission Control Protocol i Internet Protocol. TCP to protokół kontroli transmisji, według którego dane przesyłane w Internecie rozbijane są u nadawcy na tzw. pakiety i z powrotem składane w jedną całość u odbiorcy. IP to protokół definiujący sposób adresowania. Dowolne dwa komputery używające TCP/IP mogą być połączone ze sobą. Jeżeli w części sieci wystąpi usterka, informacja ominie ten fragment i inną drogą trafi do celu. Protokół TCP jest formalnie niezależny od IP – to znaczy można go stosować z innym niż IP systemem identyfikacji komputerów.

Sieć ARPANET stosowała pierwotnie kilka różnych sposobów identyfikowania komputerów i dopiero prace Jona Postela, na początku lat 80. XX w. doprowadziły do ich unifikacji w postaci obecnie znanej. Jon Postel stworzył też w latach 1982-1983 drugi podstawowy filar Internetu: system DNS, który wiąże numery IP komputerów z hierarchicznie budowanymi nazwami domen internetowych.

W roku 1983 protokoły TCP/IP przyjęte zostały jako Standardy Wojskowe. W tym też czasie do powszechnego użycia wszedł termin Internet. W roku 1989, gdy porzucono projekt ARPANET, Internet przejęły uniwersytety i organizacje naukowe. Również osoby prywatne i instytucje komercyjne zaczęły dostrzegać korzyści płynące z wykorzystania Internetu. Zakaz używania go do celów komercyjnych wydany przez National Science Foundation uniemożliwiał jego rozwój w tym kierunku. Cofnięcie tego zakazu w 1991 roku udostępniło Internet szerszemu gronu użytkowników. Od tego czasu można go również używać do celów czysto komercyjnych takich jak reklama, czy sprzedaż.

World Wide Web

W marcu 1989 roku Tim Berners-Lee oraz Robert Cailliau złożyli do CERN-u projekt stworzenia sieci dokumentów hipertekstowych, o nazwie World Wide Web. Miał to być zbiór dokumentów hipertekstowych, który miał ułatwić pracę w CERN-ie. W grudniu 1990 roku Tim Berners-Lee stworzył podstawy HTML i pierwszą stronę internetową. Dwa lata później została napisana pierwsza graficzna przeglądarka WWW o nazwie Mosaic. W 1994 roku współtwórca przeglądarki Mosaic – Marc Andreessen z University of Illinois założył w Kalifornii firmę Netscape Communications. Wkrótce po ukazaniu się na rynku komercyjnej wersji przeglądarki, firma Netscape wydała zaawansowany Netscape Commerce S.

Oprócz standardowego udostępniania stron WWW innym użytkownikom, dawał on możliwość przesyłania danych bezpiecznym połączeniem szyfrowanym. Mogły więc być przesyłane poufne dane, gdyż mogły one być odczytane tylko przez adresowanego odbiorcę. Pozwoliło to stworzyć nowe zastosowania Internetu, który zaczął się bardzo gwałtownie rozwijać.

Dzisiejsi użytkownicy Internetu to wielomiliardowa społeczność, która ciągle się powiększa. Coraz częściej informacje drukowane odsyłają odbiorcę do informacji publikowanych w Internecie.

2.) Historia wspołczesnego internetu

3  )Test Turinga - test pozwalający określić czy maszyna posiadła zdolność myślenia. Wygląda on następująco: prawdziwy człowiek może zadawać dowolne pytania dwóm obiektom, znajdującym się w osobnych pomieszczeniach. Jeden z nich jest człowiekiem, zaś drugi maszyną (np. komputerem). Człowiek zadający pytania musi określić który jest który. Odpowiedzi są w formie tekstu pisanego czcionką komputerową, po to aby nie było wskazówek ze strony głosu. Co więcej, badane obiekty nie są zobligowane do mówienia prawdy, dzięki czemu komputer może udawać człowieka. Jeśli człowiek zadający pytanie nie jest w stanie określić różnicy pomiędzy człowiekiem a maszyną, wtedy rozsądne jest pytanie "Czy maszyna potrafi myśleć?". 

Test ten stworzony przez Alan Turinga, po raz pierwszy został opublikowany w 1950 roku.

Alan Turing

Wyszukiwarka Google wystartowała oficjalnie 12 lat temu. Cofnijmy się jednak jeszcze bardziej w czasie, aż do roku 1973. Wtedy to na dwóch różnych krańcach globu urodzili się przyszli współzałożyciele Google - Larry Page i Siergiej Brin.

Larry Page był typowym przedstawicielem amerykańskiej elity. Pochodził z żydowskiej rodziny w Michigan. Jego rodzice wykładali na lokalnej uczelni. W znacznie gorszym położeniu znajdowała się rodzina Brina.

Larry Page, właśc. Lawrence E. Page – amerykański programista pochodzenia żydowskiego. Współtwórca najpopularniejszej obecnie wyszukiwarki internetowej, Google. Od września 1998 roku nieprzerwanie jest członkiem zarządu Google I

Siergiej urodził się w Moskwie. Jego rodzice byli świetnie wykształceni. Przyszły współwłaściciel Google'a przybył do Stanów Zjednoczonych w wieku sześciu lat. Larry i Siergiej poznali się na Uniwersytecie Stanforda.

Na początku nie polubili się. Potem jednak panowie znaleźli wspólny język i razem stworzyli koncepcję wyszukiwarki internetowej.

Studencki projekt, w ramach którego testowano nowe algorytmy, szybko rozrósł się i zaczął sprawiać problemy administratorom Stanforda. Page i Brin wynajęli więc słynny dziś garaż w kalifornijskiej miejscowości Menlo Park. Wsparł ich współzałożyciel Sun Microsystems Andy Bechtolsheim. Łącznie inwestorzy wyłożyli 1,1 miliona dolarów. Problem polegał na tym, że firma Google jeszcze nie istniała. Założono ją dopiero w 1998 roku.

Nazwa spółki wzięła się od słowa googol, które oznacza bardzo dużą liczbę: 10 do setnej potęgi, czyli jedynkę z setką zer. Wyszukiwarka opierała się na rewolucyjnym mechanizmie indeksowania serwisów. W przeciwieństwie do innych dominujących wówczas wyszukiwarek (np. Altavisty), Google odrzucało liczbę słów kluczowych jako najważniejsze kryterium decydujące o pozycji witryny w wynikach. Większy nacisk położono na liczbę odnośników prowadzących do strony, przyznając jej ocenę, tzw. PageRank.

Od początku charakterystyczną cechą Google była prostota. Interfejs okrojono do minimum, zrezygnowano z inwazyjnych reklam. W 1999 Google przeprowadziło się do Palo Alto.

Szybki rozwój zmusił jednak firmę do wynajęcia dużego kompleksu biurowego w Mountain View. Korporacja ma tam do dziś swoją główną siedzibę. Jest ona znana jako Googleplex i traktowana jako jedna ze światowych stolic branży internetowej.

 

Google nie miało większych problemów ze znalezieniem kolejnych inwestorów. W 1999 roku pozyskało 25 milionów dolarów. Na giełdę spółka weszła jednak dopiero w 2004 roku. Przyczyną tego opóźnienia było w dużej mierze pękniecie internetowej bańki giełdowej na przełomie wieków.

Epoka Web 2.0

Googleplex, główna siedziba Google, z lotu ptaka. Dachy budynków i miejsc parkingowych pokryte są panelami słonecznymi, zasilającymi cały kompleks.

Googleplex, główna siedziba Google, z lotu ptaka. Dachy budynków i miejsc parkingowych pokryte są panelami słonecznymi, zasilającymi cały kompleks.

Kluczem do sukcesu Google była oczywiście innowacja. Nikt wcześniej nie zaproponował rozwiązania tak prostego i jednocześnie tak skutecznego. Drugim ważnym czynnikiem był model biznesowy polegający na publikowaniu prostych reklam tekstowych w wynikach wyszukiwania i na stronach WWW. Dziś Google zarabia na nich ponad 22 miliardy dolarów rocznie.

To wystarczająco dużo pieniędzy, aby móc pozwolić sobie na eksperymenty. Najbardziej udanym z nich był uruchomiony w 2004 roku Gmail, który zamieszał na rynku darmowych kont e-mail. Gmail był rewolucyjny, bo zapewniał aż gigabajt miejsca na e-maile (darmowa konkurencja oferowała w tym czasie po kilka lub kilkanaście megabajtów). Wprowadził nowy sposób wyświetlania wiadomości, grupując je w wątki, przez co skrzynka odbiorcza zaczęła przypominać forum dyskusyjne.

Warto pamiętać o tym, że nie wszystkie oferowane dziś przez korporację produkty zostały opracowane w siedzibie Google w Mountain View. Wiele z nich Google kupiło. W ten sposób narodziły się takie usługi jak Google Earth, Picasa, Blogger czy Dokumenty Google. Największą inwestycją spółki było wyłożenie w 2006 roku 1,65 miliarda dolarów na zakup popularnego serwisu YouTube. Większość przejęć okazała się być strzałem w dziesiątkę. Problemem pozostał zakup YouTube. Serwis wciąż nie przynosi zysków. Niedawno zaczął publikować płatne klipy wideo.

Zjawisko bańki giełdowej jest znane od stuleci. Pierwsze tego typu wydarzenie miało miejsce w siedemnastowiecznej Holandii, kiedy to ceny cebulek tulipanów urosły do gargantuicznych wielkości. Potem pękały bańki związane m.in z kompaniami handlowymi i kolejowymi. Na przełomie XX i XXI wieku eksplodowała tzw. Dotcom Bubble (ang. bańka internetowa),która zdewastowała młodziutki rynek start-upów internetowych - i to właśnie jej przyjrzymy się dzisiaj.

Bańka giełdowa i bańka internetowa

Bańka internetowa jest pompowana głownie przez nadmierny entuzjazm oraz nieuczciwe działania spekulacyjne. Ceny akcji podmiotów z danego obszary gospodarki gwałtownie rosną, niesione optymistycznymi prognozami na temat ich przyszłości. Na giełdę wchodzą spółki z katastroficznie zawyżonymi wycenami. Spekulanci dolewają oliwy do ognia, przez co indeksy pną się w górę jak szalone. Otrzeźwienie przychodzi w momencie, gdy okazuje się, że “pompowane” firmy wcale nie są warte tyle, co zakładano. Wyniki finansowe za kolejne kwartały pozostawiają wiele do życzenia, na dodatek na jaw wychodzą zawyżane prognozy spółek. Inwestorzy dostrzegają swój błąd i zaczynają gwałtownie wycofywać swoje kapitały, co w ujęciu makro staje się masową paniką. Indeksy giełdowe spadają na łeb, na szyję, przeceniane firmy upadają, tysiące ludzi ląduje na bruku.

Amerykańska bańka internetowa

I tak właśnie było w USA na przełomie wieków. Mocną pozycję na rynku wyrobiły sobie firmy od sprzętu i oprogramowania - m.in Microsoft, Oracle oraz IBM. Upowszechnianie się dostępu do Internetu i stworzenie funkcjonalnych przeglądarek sprawiło, że małe biznesy online powstawały jak grzyby po deszczu, licząc na sukces taki, jaki odnieśli starzy wyjadacze w branży IT. Firmy zakładano masowo, często nieposiadając kapitału ani nawet sensownego biznesplanu. Większość opracowań opierała się ślepej wierze w świetlaną przyszłość internetowej ekonomii. Kolejne dot-comy wchodziły na giełdę po krótkim czasie funkcjonowania, a inwestorzy opierali się na ich prognozach finansowych, nie czekając na realne wyniki. Wśród przedsiębiorców panowało złudzenie, że Internet jest niewyczerpaną żyłą złota i wystarczy ciekawy pomysł i dobre chęci, by zarobić góry pieniędzy. Wszystko działo się zbyt nagle i za szybko - ogłaszano nadejście nowej gospodarki, której podstawą jest globalna sieć WWW. Jak się okazało, stało się to za wcześnie.

Nowo powstające firmy online kierowały się filozofią szybkiego wzrostu. Większość ich wydatków szło na inwestycje i próby poszerzenia oferty, co skutkowało notowany co kwartał stratami. To były niezwykle ryzykanckie działania, gdyż nikt nie miał pewności, czy interes rzeczywiście odniesie sukces i nakłady się zwrócą. Jak się okazało później, dot-comy w większości przypadku przeinwestowywały, gdyż optymistyczne prognozy na temat rynku internetowego w ogóle się nie sprawdziły.

Konsekwencje były przerażające. Indeks NASDAQ - amerykańskiej giełdy nowych technologii - zaczął dramatycznie pikować w dół. Setki przedsiębiorstw upadło, w tym te, które jeszcze parę miesięcy wcześniej były wyceniane na całe miliardy dolarów. Na pęknięciu bańki ucierpieli także starsi potentaci, tacy jak Cisco i Microsoft, jednak dzięki stabilniejszym podstawom finansowym i większych aktywach udało im się przetrwać. Upadły takie serwisy, jak Pets.com, Boo.com czy AG Tools. Sumaryczna strata w latach 2000-2002 wyniosła 5 bilionów dolarów.

Współczesna bańka internetowa

Mawia się, że historia lubi się powtarzać. To, że bańka internetowa pękła raz, nie oznacza, że nie stanie się to ponownie. Wszakże ich eksplozje zdarzają się przynajmniej kilkaktrotnie w jednym stuleciu. Kiedy na giełdę wszedł Facebook - wyceniany na 100 miliardów dolarów - pojawiły się głosy, że być może obserwujemy, jak rodzi się kolejna wielka bańka internetowa. Niepokój trzeźwo myślących był podsycany przede wszystkim kiepskimi wynikami finansowymi wchodzących na NASDAQ firm - Facebook notował niewielki zysk przy swojej wartości, Twitter i Pandora (internetowe radio) przynosiły straty. Entuzjazm inwestorów osiągnął podobną skalę, co ponad dekadę temu, dlatego obawy były uzasadnione.

Przyjrzyjmy się temu, jak radzą sobie obecnie omawiane firmy. Facebook zalicza stabilny wzrost - obecnie za jego akcję trzeba zapłacić 54 dolary, o 16 więcej niż pierwszego dnia. Pandora - o dziwo - zwiększyła swą wartość o 100 procent. Twitter urósł prawie trzykrotnie - z 26 do 61 dolarów za udział. Jedynie Zynga, która robi aplikacje rozrywkowe na Facebooka, ostro traci. Trudno się dziwić - fundamenty tego biznesu są bardzo kruche, opierają się głównie na popularności portalu Zuckerberga. Kiedy Facebook upadnie albo ludzie znudzą się prostymi gierkami przeglądarkowymi, Zynga po prostu zbankrutuje.

Jak widać, obserwowane są ciągłe wzrosty, często nawet gwałtowne, jak w przypadku Twittera. Popatrzeć trzeba zatem na wyniki finansowe notowanych firm. Wspomniany Twitter w 2013 stracił 133 miliony dolarów (dane za trzeci kwartał). Facebook po 9 miesiącach ubiegłego roku zanotował zysk w wysokości 977 milionów dolarów - dość mały jak na wartą mniej więcej 150 miliardów firmę. Zynga po trzech kwartałach straciła 60 tysięcy dolarów. Pandora zarobiła na czysto marne 2,1 miliona. Teraz zestawmy te niezbyt optymistyczne dane z sytuacją wymienionych biznesów na giełdzie - nie wygląda to dobrze.

Bańka internetowa - pęknie czy nie pęknie?

Podsumowując, to, że kolejna bańka internetowa pęknie, jest całkiem realne. Inwestorzy znów popłynęli na entuzjazmie wobec nowych technologii, kompletnie ignorując rzeczywistą wartość firm z tej branży. Ponadto panuje dziwne przeświadczenie, że potężne obecnie portale internetowe będą rozdawać karty na rynku już zawsze - a przecież rynek IT rządzi się zupełnie innymi prawami niż inne rynki. Co innego wyceniać kompanię naftową, na której produkty będzie stabilne zapotrzebowanie przez następne lata, a co innego szacować wartość firmy robiącej gierki na Facebooka. Granie w FarmVille może się znudzić - benzyna będzie konieczna ludzkości jeszcze przez najbliższe dekady. Biznesy technologiczne często ignorują potrzebne inwestowania w środki trwałe, stawiając wszystko na jedną kartę. Jeśli koncern naftowy wpadnie w tarapaty finansowe, odsprzeda część swoich pól roponośnych i urządzeń. A co sprzeda radio internetowe?

Prowadzone od listopada 2007 roku postępowanie miało odpowiedzieć na pytanie, czy przejęcie firmy DoubleClick przez Google nie spowoduje znaczącego zmniejszenia konkurencji na wspólnym rynku Unii Europejskiej. Istniały bowiem obawy, że bardzo silna pozycja Google na rynku reklamy online zostanie jeszcze bardziej wzmocniona.

Komisja doszła jednak do wniosku, że obie firmy działają w dwóch różnych segmentach rynku reklamy internetowej. O ile Google zajmuje się dostarczaniem użytkownikom wyników wyszukiwania i prezentowaniem reklam na stronach z nimi, o tyle DoubleClick skupia się na zarządzaniu reklamami na stronach własnych firm, dostarczaniem raportów i innych narzędzi niezbędnych do efektywnego promowania się w internecie.

KE podkreśliła, że nie można uznać obu firm za bezpośrednich konkurentów, nie ma więc niebezpieczeństwa, że przejęcie DoubleClick przez Google doprowadzi do niekorzystnych zmian na europejskim rynku reklamy online.

Na rynku działać dalej będą inne firmy zajmujące się reklamą, których obecność powinna skutecznie - w opinii Komisji - zagwarantować efektywną konkurencję, a więc i najniższe ceny. W tym kontekście w komunikacie znalazły się Microsoft, Yahoo! oraz AOL.

Google zapłaci za przejęcie DoubleClick 3,1 miliardów dolarów.

 

Najnowsze wpisy